Powrót do strony głównej

 

Oświadczenie K. Migacz złożone na klubie PO

 

Opinia złożona na ręce T. Szczypińskiego

 

 

 

Gazeta Wyborcza: Prywata radnej Migacz

i nasza odpowiedź

 

O co należy pytać z jakobińskim oburzeniem:

Czy o to

dlaczego ktoś stara się wyjaśnić sprawę Motelu Krak?

czy też o to

dlaczego wszyscy unikają tej sprawy?

 

Rozmowa pomiędzy Przemysławem Gajowskim, Katarzyną Migacz i Marcinem Migacz

Na temat publikacji Gazety Wyborczej z dnia 2007-04-04

zarzucającej nieetyczne działanie Radnej PO

wynikające z konfliktu interesu

 

Przemysław Gajowski: Badając sprawę Motelu Krak podobno zatajałaś fakt, że Twój ojciec jest członkiem Rady Nadzorczej firmy, która sąsiaduje z terenami Motelu Krak?

 

Katarzyna Migacz: Po pierwsze chce powiedzieć, że moje działania mają doprowadzić do uczciwego przetargu na tereny Motelu Krak. Co w tym złego? Mimo, że uważam iż zarzuty o moją stronniczość w wyjaśnianiu sprawy Motelu Krak są słabe, przyjmuje je do wiadomości. Robię wszystko by w imieniu Klubu PO występował ktoś inny niż ja. Nie jestem głupia i dobrze wiedziałam, że osoby uwikłane w sprawę Motelu Krak, będą starać się ze wszystkich sił odwrócić uwagę od meritum sprawy Motelu Krak i skupić ją na mojej osobie i moich powiązaniach. Przestrzegałam przed tym mój Klub, prosiłam, by któryś z radnych PO podmienił mnie w pracach zespołu kontrolnego. Złożyłam oświadczenie w którym informuję jakie mogą pojawić się wobec mnie zarzuty.

 

Przemysław Gajowski: Możesz pokrótce je wymienić

 

K. Migacz: W oświadczeniu przedstawionym Radnym PO m.in. napisałam:

„Prawdopodobnie mój udział w zespole, będzie wykorzystywany do podważenia wiarygodności przyszłego raportu. Można się spodziewać m.in. następujących argumentów:

- K. Migacz jest autorką zawiadomienia o przestępstwie polegającym na niezgłoszeniu przez spółkę FORTE upadłości;

- K. Migacz jest córką Antoniego Łopaty, członka Rady Nadzorczej Wawel – Imosu, spółki mającej hotel sąsiadujący z terenami Motelu Krak,

- Osoby bliskie K. Migacz, w tym jej ojciec i mąż, są obiektami wulgarnych stwierdzeń pojawiających się w tzw. ‘krakowskich taśmach prawdy’”

 

P. Gajowski: Być może zbyt późno o tym informujesz?

 

K. Migacz: To nie było pierwsze moje oświadczenie w tej sprawie. Będąc jeszcze radną-elektem informowałam o tym władze PO.

 

P. Gajowski: Do twojego oświadczenia z listopada 2006r. jeszcze powrócimy. Dodajmy jedynie, że oba przytaczane w naszej rozmowie oświadczenia znajdują się już teraz na stronie: www.rzeczprawa.eco.pl

 

K. Migacz: W każdym razie trudno mi zarzucić, że cokolwiek zatajałam.

 

P. Gajowski: Może powinniśmy poinformować o tym na naszej stronie: www.rzeczprawa.eco.pl

 

K. Migacz: Ale przecież jakoś specjalnie nie zatajaliśmy tego. Przytaczając argumenty przeciwników, formułowane w sposób publiczny, nie dokonywaliśmy pod tym kątem żadnej cenzury.

 

P. Gajowski: Możesz podać przykłady?

 

K. Migacz: Proszę bardzo! Analizując program TVP „Misja Specjalna” przytaczamy fragmenty tego programu. Ponieważ nie publikujemy całości, moglibyśmy spokojnie wykreślić wypowiedź Wacława Stechnija, który mówi o moim mężu: „pan pracuje dla swego teścia, Wawel Imosu, i swojej żony”. Ta wypowiedź jest na naszej stronie przynajmniej od miesiąca. Publikujemy na naszej stronie także zarzuty jakie kierował prezydent Majchrowski wcześniej  zarówno pod kątem mojego męża jak i „Samorządnego Krakowa”. W pierwszym przypadku prezydent Majchrowski sugeruje, że mój mąż jest najemnikiem WAWEL-IMOSu, a w drugim mówi wprost że SK popiera interesy firmy WAWEL-IMOS.

 

P. Gajowski: Może trzeba było się ustosunkowywać do tych zarzutów?

 

K. Migacz: A czym były moje oświadczenia? Czym jest to, co dziś robimy? Gdzie mam sobie wypisać, że mój ojciec jest członkiem rady nadzorczej Wawel –Imosu, organu zresztą kontrolującego spółkę, a nie zarządzającego firmą. Dobrze!, Gazeta Wyborcza uważa, że powinniśmy ustosunkować się do tego typu zarzutów na stronie internetowej – proszę bardzo, robimy to. Naszym celem nie jest walka partyzancka, gdzieś za kulisami, po cichu… My chcemy otwartej debaty. Pragnęliśmy by media zajęły się „krakowskimi taśmami prawdy” i dążymy do ich ujawnienia mimo, że nasi bliscy i znajomi wyzywani są tu od kurw, chujów i najemników Wawel-Imosu itd. Byliśmy przygotowani, że przy tego typu debacie zaraz wypłynie, że nie jesteśmy bezstronni, ze manipulujemy, że nie wiadomo co. Co więcej byliśmy przygotowani na tego typu artykuł, który ukazał się ostatnio w „Gazecie Wyborczej”. I odpowiadamy wszystkim: tak chcemy otwartej debaty, w której wszyscy powiedzą w jaki sposób są związani z Wawel Imosem, Forte i prezydentem Majchrowskim. Przy czym uważamy, że tutaj nie powiązania są najważniejsze, ale argumenty merytoryczne…

 

P. Gajowski: Swoja drogą powstaje pytanie, czy dziennikarze przed podaniem jakiejkolwiek informacji nie powinni zaznaczać, kto z ich krewnych, albo kolegów z redakcji jest powiązany rodzinnie z np. firmą która korzysta na danym artykule.

 

K. Migacz: Dziennikarze powiedzieliby prawdopodobnie, że owszem powinni to zrobić, nie mniej nie na forum gazety, ale informując o tym np. redaktora naczelnego. Ja poinformowałam władze Klubu, ba cały Klub. Dziś natomiast posuwam się jeszcze dalej i w imię przejrzystości publikuje informacje o swoich powiązaniach na stronie internetowej.

 

P. Gajowski: Opowiadaliście, że dziennikarze „Gazety Wyborczej”, pytali się was, czy w Szwecji – kraju mającego opinię najmniej skorumpowanego – byłoby do pomyślenia, by radna, podejrzana o konflikt interesów zajmował się wyjaśnieniem sprawy korupcyjnej.

 

K. Migacz: Po pierwsze, posiadając taką wiedzę, mam obowiązek wyjaśniać rodzące się we mnie wątpliwości. Stąd liczne moje interpelacje do prezydenta Majchrowskiego. Mam obowiązek pytać i sprawdzać. Co więcej, w przypadku, gdy zacznę domniemywać, że nastąpiło w tej sprawie przestępstwo, mam obowiązek złożyć doniesienie do prokuratury. To nie powinno podlegać dyskusji. Inną sprawą jest mój udział w zespole kontrolnym. Tutaj, powtarzam, mam poważne wątpliwości, których niestety nie podzielił Klub Radnych PO. Mój wybór nie jest pomiędzy Szwecją a nie-Szwecją. Niestety w sprawie Motelu Krak mogę wybierać pomiędzy nie-Szwecją a pół-Szwecją.

 

P. Gajowski: Co dokładnie rozumiesz pod pojęciami pół-Szwecja, nie-Szwecja, Szwecja?

 

K. Migacz:

 

Szwecja – ja się to sprawą nie zajmuję - zajmują się nią inni, w tym politycy, policjanci, prokuratorzy i dziennikarze;

 

pół-Szwecjanikt się tą sprawą nie chce zająć - ja decyduję się podjąć energiczne działania, gdyż wiem, że bez nich, sprawa zostanie zamieciona pod dywan;

 

nie-Szwecjanikt się tą sprawą nie zajmuje - ja również, gdyż uznałam, że w innym przypadku zostałabym posądzona o stronniczość.

 

Te analogie są kulawe, wiem o tym, ale jak prościej mogę przedstawić swój dylemat. Moja obecność w zespole kontrolnym ogranicza się jak do tej pory jedynie do trzymania miejsca w zespole dla radnego z PO. Gdy ja zrezygnuję z prac w zespole, to jak na dzisiaj, są dwie możliwości:

1/ w zespole nie będzie radnych PO, będą np. sami radni PiS,

2/ zespół przestanie istnieć, gdyż do swego istnienia potrzebuje trzech członków (tak będzie w przypadku, gdy nikt także spoza PO nie zgodzi się zając mojego miejsca).

 

Co mam zrobić? Dopuścić by w tak ważnej sprawie nie powstał reprezentatywny pod względem politycznym zespół? Jaką mam gwarancję, że panowie z Gazety Wyboorczej nie przyjdą za miesiąc i nie zarzucą mi jako osobie kierującej pracami całej Komisji rewizyjnej, że dopuściłam do zdominowania przez PiS tak ważnego zespołu. Nie ma co ukrywać: następny atak osób uwikłanych w tą aferę pójdzie w stronę, że to robota PiS. Okaże się, że radni Pis działają np. w zmowie z prokuraturą i ministrem Ziobro. Powstanie oburzenie: jak mogłam dopuścić do kumulacji tak wielkiej władzy w rękach jednej partii! A co będzie jak zespół upadnie, bo nie znajdzie się ktoś trzeci?

 

P. Gajowski: Może o to chodzi, żeby zespół upadł?

 

K. Migacz: Pytanie, czy dziennikarze Gazety Wyborczej uznają wtedy, że spełniamy wszelkie kryteria antykorupcyjne i że możemy się postawić na równi ze Szwecją?

 

P. Gajowski: Czy mogłabyś jednym zdaniem wskazać, gdzie leży istota omawianego problemu?

 

K. Migacz: Istota tkwi w pytaniu, dlaczego nie ma w PO kogoś, kto by chciał pracować w takim zespole kontrolnym. Istota, nie leży w tym, że ja chcę, bo ja nie chcę.

 

P. Gajowski: Możesz powtórzyć za Wałęsą: Nie chcem, ale muszem

 

K. Migacz: Brzmi to głupio i pompatycznie, ale chyba nie potrafię lepiej odpowiedzieć na twoje stwierdzenie.

 

P. Gajowski: Jeśli ktoś z PO zastąpi cię w zespole kontrolnym, to obiecujesz nie zajmować się więcej tą sprawą?

 

K. Migacz: Jeszcze raz powtórzę: co innego jest uczestniczenie w pracach zespołu kontrolnego, a co innego jest wyjaśnianie tej sprawy np. poprzez interpelacje, wywiady, informacje na stronie internetowej itd. Wyjaśniać mam obowiązek.

Nie tych co czynią dobrze,

należy wypytywać o motywy działania,

ale tych co zło czynią i stawiają różne blokady w wyjaśnianiu afer.

Ja nie chcę być sędzią który oceni argumenty dwóch stron w sposób urzędowy. Natomiast nie zrezygnuję z informowania społeczeństwa i elit o tym co się dzieje w sposób nie właściwy.

 

P. Gajowski: Padają zarzuty, że się tylko jedną sprawą zajmujesz?

 

K. Migacz: Nie mówię już o naszej działalności w wyjaśnianiu nadużyć w finansowaniu kampanii wyborczej Jacka Majchrowskiego. To robimy poza Radą Miasta. W ramach Rady Miasta kieruję jedną z najważniejszych Komisji, prowadzę poważna sprawę związaną z lokalizacją Muzeum Sztuki Współczesnej i zabezpieczeniem zbiorów KTF, jestem w zespole badającym sprawy Nadwiślanu, przesyłałam do władz Kluby PO liczne moje pomysły w którym nic a nic nie było o terenach Motelu Krak. Nie obawiam się zarzutów o nieróbstwo, lub zbytnią koncentrację na jednej sprawie.

 

P. Gajowski: W sprawie Nadwiślanu pewnie znów się pojawią zarzuty, że mamy tu konflikt interesu, bo kiedyś byłaś zawodniczką Nadwiślanu?

 

K. Migacz: Spraw swojej dzielnicy też nie mogę załatwiać, bo poprawa standardu życia okolicy w której mieszkam, wpłynie na wzrost ceny mojej nieruchomości. To już byłoby sprowadzanie wszystkiego do absurdu.

 

P. Gajowski: Dobra, a teraz ustosunkujmy się w sposób szczegółowy do zarzutów jakie padają na łamach Gazety Wyborczej. Ściągamy tekst z Internetu, nie wiemy jeszcze czy ten sam ukarze się w papierowym wydaniu z wtorku 2007-04-04. Przeczytaj Marcin, bo wiele tam też i o tobie.

 

Marcin Migacz: Autorzy: Szymon Jadczak, Jarosław Sidorowicz

Tytuł: Prywata radnej Migacz

Katarzyna Migacz, radna Platformy Obywatelskiej, zabiega o odebranie spółce Forte terenów wokół motelu Krak w imię walki z korupcją i układami. Tyle że jej ojciec zasiada w radzie nadzorczej firmy, która jest zainteresowana spornymi terenami.

- Nie lubię, jak coś jest załatwiane w sposób "przekręciarski" - tłumaczy radna PO swoje zaangażowanie w odzyskanie od spółki Forte terenów wokół motelu Krak. To właśnie wokół tej sprawy skoncentrowana była jej kampania wyborcza, w której wspierała ją Nelli Rokita. "Działania takich osób jak Katarzyna Migacz pokazują, że społeczeństwo jest w stanie samo obronić się przed niegospodarnością i nieudolnością nawet najwyższych urzędników instytucji państwowych. (...)Wierzę, że zostając radną miasta będzie skutecznie bronić interesu miasta" - pisała tuż przed wyborami samorządowymi żona Jana Rokity.

Czego nie ma na stronie

W 1996 r. za prezydentury Józefa Lassoty miasto wydzierżawiło 6,7 ha przy rondzie Ofiar Katynia spółce Forte, która miała zbudować tam centrum hotelowo-kongresowe. Do dziś inwestycja nie ruszyła, a w sądach trwają kolejne procesy między miastem a Forte. Po wygranych wyborach radna Migacz zabrała się za obronę interesów miasta w tej sprawie. Z trzech złożonych dotąd interpelacji dwie dotyczyły Kraka. Radna jest też w zespole powołanym przez komisję rewizyjną rady miasta do wyjaśnienia sprawy motelu Krak.

Razem z mężem, działaczem PO, prowadzą stronę internetową, która w większości poświęcona jest Krakowowi. Można znaleźć na niej obszerny zbiór artykułów prasowych na temat sporu o 6,7 ha przy rondzie Ofiar Katynia, analizy sytuacji prawnej, a także wywiady z Katarzyną i Marcinem Migaczami.

Próżno jednak szukać informacji, że Katarzyna Migacz jest córką Antoniego Łopaty, członka rady nadzorczej Wawel Imos, spółki, która od lat jest zainteresowana terenami wokół Kraka. Wawel Imos, którego teren sąsiaduje z działką Kraka, dwukrotnie bez sukcesów startował w przetargach na dzierżawę spornego terenu.

Była taka firma

Na stronie Migaczów nie ma też informacji, że mąż radnej razem z teściem są wspólnikami w innej spółce - Energoinvest sp. z o.o. Znaleźliśmy tam za to interesujący fragment dotyczący przetargu z 2000 r. na zagospodarowanie terenów Kraka. Marcin Migacz tak pisał o jego przebiegu: "Była firma, która odmówiła miastu porozumienia się z Forte i zaproponowała miastu z punktu widzenia sprawiedliwości i korzyści finansowej dla gminy o wiele korzystniejszą ofertę". Dalej z przekąsem zastanawia się, dlaczego miasto nie wzięło jej pod uwagę. Nie zdradza, kto jest autorem korzystniejszej oferty. Podaje jednak, że w przetargu startowały dwie firmy: Wawel Imos i krytykowany przez niego kilka linijek wyżej Interimpex.

Nie chce, ale musi

- Nie wiedziałam o tych związkach. Miałam dokumenty w ręku dotyczące Forte i wydawało mi się, że pani Migacz zaangażowała się w słusznej sprawie. Popierałam jej akcję. Gdybym wiedziała o wszystkich powiązaniach, zażądałabym wyjaśnień - tłumaczy Nelli Rokita. Wątpliwości mają również koledzy Migacz z klubu PO. - Jest w tym pewna niezręczność - przyznaje Paweł Sularz, przewodniczący klubu radnych Platformy. - Każdy polityk powinien unikać sytuacji dwuznacznych, a to jest sytuacja dwuznaczna, aczkolwiek wierzę w dobre intencje radnej.

Czy radna Migacz nie widzi konfliktu interesów w swoich działaniach?

- Nie. Można domniemywać, że mogę w tej sprawie nie być bezstronna. Ale konflikt interesów byłby, gdybym zasiadała w komisji przetargowej lub była prezydentem miasta i dysponowała tymi terenami. Przecież nie domagam się tego terenu dla Wawel Imosu, tylko dla miasta! - denerwuje się radna Migacz. Zapewnia również, że poinformowała w dwóch pismach klub PO o swoich związkach z firmą Wawel Imos. I dodaje, że chce zrezygnować z pracy w zespole działającym przy tejże komisji. - Cały czas czekam, aż ktoś z klubu zajmie moje miejsce. Ale nie ma chętnych - żali się Katarzyna Migacz.

Paweł Sularz bezradnie rozkłada ręce. - Nikogo z radnych PO nie mogę zmusić, by zgodził się zastąpić panią Migacz w zespole. A jej nie mogę zakazać pisania interpelacji.”

 

P. Gajowski: Czy jesteś wspólnikiem Energoinvest spółki z o.o.?

 

M. Migacz: Tym zarzutem jest naprawdę zaskoczony. Rozmawiałem z dziennikarzami, przyjechałem specjalnie na spotkanie z nimi do Urzędu Miasta, dałem im swój telefon, a oni mnie nie spytali o tak prostą sprawę: czy jestem wspólnikiem Energoinvest sp. z o.o.? Nie jestem wspólnikiem, udziały sprzedałem rok temu, jeszcze przed wyborami. Poza tym, nawet gdybym był udziałowcem, to nie wiem, po co o tym pisać w tym kontekście. Szukają haków, gdzie tylko mogą!

 

P. Gajowski: A nie dziwi cię, że nie podali namiarów na naszą stronę internetową?

 

M. Migacz: To w dzisiejszych czasach naprawdę dziwne – opisywać stronę internetową, nie podając namiarów na nią. Przecież tam nie ma jakiś treści pornograficznych, pełnych przemocy. Dziwne!

 

P. Gajowski: Zarzut, że mówisz o jakieś firmie nie podając jej nazwy?

Na stronie Migaczów nie ma też informacji, że mąż radnej razem z teściem są wspólnikami w innej spółce - Energoinvest sp. z o.o. Znaleźliśmy tam za to interesujący fragment dotyczący przetargu z 2000 r. na zagospodarowanie terenów Kraka. Marcin Migacz tak pisał o jego przebiegu: "Była firma, która odmówiła miastu porozumienia się z Forte i zaproponowała miastu z punktu widzenia sprawiedliwości i korzyści finansowej dla gminy o wiele korzystniejszą ofertę". Dalej z przekąsem zastanawia się, dlaczego miasto nie wzięło jej pod uwagę. Nie zdradza, kto jest autorem korzystniejszej oferty. Podaje jednak, że w przetargu startowały dwie firmy: Wawel Imos i krytykowany przez niego kilka linijek wyżej Interimpex

 

M. Migacz: Nie wiem o co chodzi? O to że nie powiedziałem wprost o którą firmę chodzi a jedynie zasugerowałem, czy też, że w ogóle nie powiedziałem o jaką firmę chodzi? Śmieszny jest ten zarzut. Dziwne jednak, że dziennikarze Gazety Wyborczej nie interesują się przebiegiem opisywanego przetargu.

 

P. Gajowski: Kasiu, a jak było z Nelli Rokitą?

 

K. Migacz: Jeśli to prawda, że Nelli Rokita tak powiedziała, to jest mi bardzo przykro. Rozmawialiśmy o ewentualnych zarzutach jakie mogą paść w związku z powiązaniami mojego ojca z Wawel Imosem przed konferencją. Co więcej, spodziewając się tego typu pytań zaprosiłam na konferencję również mojego ojca. Dziennikarze z Gazety Wyborczej zbojkotowali konferencję, na której mogli zadawać swobodnie pytania. Jeśli chodzi o państwa Rokitów, to osobiście przekazałam Janowi Rokicie pismo do Władz PO w którym informuję, o powiązaniach mojego ojca. Zrobiłam to jeszcze w listopadzie zeszłego roku. Szkoda, że dowiaduję się o takiej opinii z prasy. Jest mi tym bardziej przykro, gdyż w momentach krytycznych dla Jana Rokity i jego żony, stałam po ich stronie.

 

P. Gajowski: A czy Twoja wypowiedź Kasiu była autoryzowana?

 

K. Migacz: Moja autoryzacja wyglądała następującą.

Proszę e-mail dziennikarza:

- Nie lubię jak coś jest załatwiane w sposób *przekręciarski* - tłumaczy radna PO swoje zaangażowanie w odzyskanie od spółki Forte terenów wokół motelu Krak.

 

 

Czy radna Migacz nie widzi konfliktu interesów w swoich działaniach. - Nie. Konflikt interesów byłby, gdybym zasiadała w komisji przetargowej lub była prezydentem miasta i dysponowała tymi terenami. Przecież nie domagam się tego terenu dla Wawel Imosu, tylko dla miasta! - denerwuje się radna Migacz. Zapewnia również, że poinformowała władze PO jak i członków komisji rewizyjnej o swoich związkach z firmą Wawel Imos. I dodaje, że chce zrezygnować z pracy w zespole działającym przy tejże komisji. - Cały czas czekam, aż ktoś zajmie moje miejsce. Ale nie ma chętnych - żali się Katarzyna Migacz.

 

i moja odpowiedź:

Powiedziałam, że nie ma konfliktu interesu, ale przyznałam równocześnie, że ktoś ma prawo domniemywać, że mogę w tej sprawie nie być bezstronna (ze względu na podejrzenie o konflikt interesów). Jako dowód pokazałam Panom oświadczenie jakie złożyłam ponad miesiąc temu na forum Klubu Radnych PO. W oświadczeniu podzielam zdanie, że mogą pojawić się zarzuty o stronniczość i w związku z tym dla dobra sprawy proszę Klub PO by ktoś z radnych PO zastąpił mnie w pracach zespołu.

To klub PO nie zgodził się z państwa obawami, nie ja. Ja bardzo chcę by ktoś poza mną zajął się tą sprawą!!! Ale czy ktoś z PO również tego chce?

 

Sens takiej wypowiedzi jest zupełnie inny od sensu nakreślonego przez Pana. Pan dokonując selekcji moich wypowiedzi powinien uwzględniać ich główny sens. Proszę o zmianę tekstu streszczającego moją wypowiedź. W innym przypadku będę domagała się sprostowań.

 

Pozdrawiam

Katarzyna Migacz

 

P. Gajowski: Na czy polega różnica?

 

K. Migacz: Sens mojej wypowiedzi jest taki: wasze obawy o bezstronność zespołu podzielam, ale to Klub PO nie zgadza się z wami. Dziennikarze jednak - z uporem maniaka - chcą by czytelnik miał wrażenie, że się nie wiadomo jak oburzyłam na tego typu zarzuty, że zdenerwowana coś mówiłam…

 

P. Gajowski: Dobra zostawmy ten artykuł prasowy. Mieliście opowiedzieć jeszcze jak było z waszym oświadczeniem przekazanym posłowi Szczypińskiemu.

 

K. Migacz: Rozmawiałam o tej sprawie z Posłem, ale w tym gorącym czasie, spędzonym w dużej części w szpitalu z moim małym synkiem, częstszy kontakt z Posłem miał Marcin.

 

M. Migacz: Proponowałem posłowi Szczypinskiemu jeszcze jako kandydatowi na prezydenta Krakowa konferencję prasową w celu nagłośnienia „krakowskich taśm prawdy”. Poseł poprosił o czas, żeby poczekać na drugą turę…

 

P. Gajowski: Ale do drugiej tury się nie dostał?

 

M. Migacz: Zajął jednak stanowisko. Przed wyrażeniem swej opinie prosił świeżo wybranych radnych o wyrażenie swego stanowiska, wskazał nawet termin do kiedy należy to zrobić, bo po tym terminie jedzie do Warszawy i chce wyrazić opinię na temat postawy PO w drugiej turze. Żona napisała pismo, a ja je zawiozłem do biura, gdzie byłem umówiony przez żonę z Posłem. Rozmawialiśmy ok. 20 minut. Poseł Szczypiński, powiedział, że zna teścia, chętnie by się z nim spotkał. Pytał się też o co chodzi nam w tej sprawie. Powiedziałem, że chodzi nam tylko o jedno: o odsunięcie Jacka Majchrowskiego od prezydentury. To tyle.

 

P. Gajowski: To tyle na dzisiaj. Jak się nam jeszcze coś przypomni to powrócimy do sprawy w następnej części rozmowy.

 

Wtorek, 2007-04-04, godz. 045.