www.rzeczprawa.eco.pl

strona główna

 

PROPAGANDA

I JEJ WROGOWIE

AUTONOMIA NAUKI I KORPORACJE

ZNP – NAUKA W OSTATNIEJ DEKADZIE PRL

PROPAGANDA W III RP

 

 

 

Wstęp

„Propaganda i jej wrogowie” jest refleksją nad prawdą i sprawiedliwością. Składa się z trzech części. W pierwszej z nich znajdują się zagadnienia filozoficzne: czy jesteśmy w stanie poznać prawdę, a jeśli nie, to czy przynajmniej możemy się do niej przybliżać, czy jest możliwa autonomiczna nauka i niezależna etyka, czy nauka i etyka mają charakter uniwersalny, czym jest nauka, czym jest etyka itd. Są to bardzo ważne pytania. Bez odpowiedzi na nie trudno mówić o propagandzie i niepropagandzie. Jeśli stwierdzilibyśmy, że nie można poznać prawdy ani się do niej przybliżyć, to wówczas wszystko jest propagandą, a wrogowie propagandy są ludźmi żyjącymi w iluzji. Sokrates wiedział, że nic nie wie, wrogowie propagandy w takiej sytuacji byliby ludźmi, którzy nawet tego nie wiedzą.

Na szczęście możemy powiedzieć, po przeanalizowaniu argumentów różnych szkół i nurtów, że do sprawiedliwości i prawdy możemy się przybliżać. Przemawia za tym filozofia oparta na znajomości faktów.

Historia ludzkości pokazuje nam, że prawda i sprawiedliwość, rozumiane nie jako puste hasła, lecz jako rozwój teorii korespondujących z rzeczywistością i skuteczne dążenie do minimalizowania nierówności, posiadają tak wielką siłę, że potrafią przezwyciężyć propagandę, która pod atrakcyjne hasła stara się podłożyć swoje treści.

W starożytności można było żywić te same nadzieje, co dziś. Dziś jednak mamy solidniejsze podstawy nadziei. Nadzieje społeczeństwa otwartego wspierają fakty z kilkudziesięciowiekowych spisanych dziejów ludzkości. Owszem, propagandy nie można wyeliminować całkowicie, ale z drugiej strony historia pokazuje nam, że można ją skutecznie i stopniowo ograniczać.

Platon – widząc propagandę w świecie demokratycznym, zwątpił w demokrację do tego stopnia, że chciał ją zastąpić innym ustrojem – ustrojem spartańskim. Nie jest niczym złym, że krytykował demokrację. Krytyka jest tym dla demokracji, czym dla człowieka powietrze. Błąd Platona polegał na tym, że krytykował demokrację chcąc ją zastąpić innym ustrojem. Zwolennicy społeczeństwa otwartego krytykują demokrację w imię lepszej demokracji, a nie w celu zastąpienia jej innym ustrojem. Zwolennicy społeczeństwa otwartego krytykują demokrację w imię większej wolności dla krytyki, dodajmy, wolności dla krytyki zwyczajnej, a nie tylko „prawdziwej”, jak chcą tego różnego rodzaju „demokratyczni” jakobini.

Wiara w społeczeństwo otwarte nie jest naiwnością. Dzieje ludzkości pokazują nam, że „prawda i sprawiedliwość mają w sobie z natury więcej siły niż ich przeciwieństwa” (Arystoteles, Retoryka, przeł. Henryk Podbielski, 1354 a.).

Do tej pory żadna z części książki „Propaganda i jej wrogowie” nie została oddana do druku. Pierwszą częścią wydaną jest część VI tomu drugiego. Ściśle rzecz biorąc, nie jest to do końca część VI, gdyż zawiera ona pewne wątki z innych części i tomów książki. Otrzymujecie państwo obecnie wydanie pilotażowe, które w dominującym stopniu składa się z części poświęconej czasom historii współczesnej. Część ta nosi tytuł „Autonomia nauki i korporacje”.

„AUTONOMIA NAUKI I KORPORACJE” jest opracowaniem historyczno-filozoficznym. Przedstawiona tu historia jest bardziej historią idei, niż historią odnotowującą suche, często przypadkowe wydarzenia. Celem moim, jako autora książki było bardziej nakreślenie intelektualnego klimatu epoki niż skrupulatne rejestrowanie wszystkich akcji, dokumentów, rozmów itd. Nie znaczy to jednak, że fakty są tutaj traktowane instrumentalnie. Wręcz przeciwnie – to właśnie na podstawie tychże faktów staram się nakreślić ów klimat.

Wybór metody opisu preferującego o wiele bardziej historię idei od historii wydarzeń jest wynikiem próby odpowiedzenia sobie na pytanie jak to się stało, że po 1989 roku została zrealizowana wizja Polski głoszona przez ludzi, którzy w PRL nie stanowili licznej grupy? Upraszczając można powiedzieć, że po 1989 roku zwyciężyła wizja Polski Kuronia i Michnika (wolność jednostki, pluralizm, równowaga władz, oddzielenie państwa od Kościoła, bezideologiczna i ponadwyznaniowa szkoła, autonomiczna nauka). Znawcy PRL-owskiej historii doskonale wiedzą, że tzw. „korowcy”, byli niemile widziani zarówno przez władze kościelne jak i państwowe. Władze „Solidarności”, co też jest bardzo charakterystyczne, spychały ich na margines związku. Co się więc stało, że po 1989 roku zwyciężyła wizja świata, propagowana przez wolnomyślicieli, którzy odrzucają myślenie oparte na autorytetach zarówno wskazywanych przez Partię jak i przez Kościół? Odpowiedzi na te pytania padają różne. Niektórzy twierdzą, że zwyciężyła wizja Polski Kuronia i Michnika, gdyż w Polsce po 1989 roku silniejsze były resentymenty antykościelne od antykomunistycznych. Moim zdaniem odpowiedzi trzeba szukać gdzie indziej. Po pierwsze należy odnotować, iż stwierdzenie, że po 1989 roku zwyciężyła Polska Kuronia i Michnika na ogół wypowiadane jest przez kontestatorów III RP. Nie mówią oni, jakie idee zwyciężyły, a jedynie operują nazwiskami osób, które niby to mają się kojarzyć bardziej z jakimiś patologiami niż zaletami. Odrzucając etykietki składające się z nazwisk, należy jeszcze raz stwierdzić, że w roku 1989 zwyciężyła nowoczesność przyznająca autonomię człowiekowi, w tym i nauce. Nowoczesność przeobraża swe otoczenie na podstawie idei głoszonych przez sprawdzoną i niebojącą się krytyki awangardę intelektualną świata. Osoby dochodzące do władzy państwowej, nawet z pozycji populistycznych czy też tradycjonalistycznych, stanąwszy przed koniecznością podjęcia brzemiennych dla kraju decyzji, bojąc się popełnienia błędu, porównują swoje dotychczasowe poglądy z argumentami głoszonymi przez elity intelektualne. Populiści i tradycjonaliści na ogół przechodzą wówczas tzw. „proces ucywilizowania”. Rzadko zdarza się, by populiści czy też tradycjonaliści nie ewoluowali w stronę argumentów wysuwanych przez elitę intelektualną świata. Przykładem przywódcy, który nie przeszedł procesu ucywilizowania, czy też normalizacji, jest Adolf Hitler. Był on populistą i pozostał populistą. Autor niniejszej pozycji jest zdania, że tak jak w przypadku populistycznych i tradycjonalistycznych przywódców odpornych na procesy ucywilizowania i normalizacji, lepszą metodą opisu zwycięstwa niereformujacego się populizmu jest historia wydarzeń (np. psychika wodza, jego dzieciństwo, zawierane kompromisy, sprzymierzeńcy itd.), tak w przypadku zwycięstwa nowoczesności (np. w momencie, gdy władza przeobraża populistów, czy też tradycjonalistów w nowoczesnych polityków), lepszą metodą opisu jest historia idei.

Podtytuł książki – „Autonomia nauki i korporacje” – jest wieloznaczny. Przedmiotem niniejszego opracowania jest m.in. historia pracowników szkół wyższych i nauki działających w okresie PRL do 1980 r. w jedynym możliwym dla nich związku zawodowym – ZNP. Owi pracownicy, których nazwiemy ogólnie NAUKĄ, walczyli o autonomię w ramach ZNP, zrzeszającego głównie pracowników szkół niższego szczebla, czyli OŚWIATY. W roku 1980 pracownikom NAUKI udało się przeprowadzić reformę strukturalną ZNP i w jego ramach utworzyć dwa autonomiczne względem siebie związki: ZNP-Oświatę i ZNP-Naukę. Autonomia NAUKI względem dominującej do tej pory OŚWIATY stanowiła część szerszej strategii walki o autonomię nauki.

Rozważania, co oznacza ta szerzej rozumiana autonomia nauki stanowią sporą (i to bardzo) część niniejszego opracowania. Dotykamy tutaj tematów z zakresu filozofii, historii nauki i idei. Zastanawiamy się, co to jest autonomia nauki, czy jest ona w ogóle możliwa. Opierając się przede wszystkim na przemyśleniach Leszka Kołakowskiego – będącego ofiarą PRL-owskiego zniewalania myśli z jednej strony, a z drugiej stanowiącego symbol skutecznej walki o autonomię nauki – analizujemy główne zagrożenia dla uczciwej i rzetelnej działalności intelektualnej człowieka. Wieloznaczny podtytuł książki jest próbą zwięzłego ujęcia szerokiego zakresu naszych badań.

Analizując dylematy ostatniej dekady PRL nie sposób nie podjąć refleksji nad metodami walki o prawa człowieka. Jak skutecznie dążyć w kierunku nowoczesnego państwa? Czy od razu wprowadzać pełne procedury demokratyczne, czy też zmieniać kraj poprzez stopniowe i systematyczne poszerzanie autonomii działalności człowieka, w tym oczywiście autonomii nauki? Czym jest autonomia nauki, czy są to tylko procedury chroniące niezależność intelektualistów, czy też jest to jakaś pozytywna treść, mająca siłę przekonywania?

Odpowiedź na pytanie czy przechodząc z ustroju gnębiącego życie intelektualne należało od razu żądać pełnej demokracji, czy też raczej domagać się stopniowego i systematycznego poszerzanie autonomii działalności człowieka, w tym nauki, jest trudna nie tylko w przypadku, gdy analizuje się sytuację geopolityczną Polski przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Odpowiedź nie jest prosta także ze względu na pamięć o międzywojennych kryzysach państw wyłaniających władzę przy pomocy procedur demokratycznych (czy doszłoby do okropności II wojny światowej, gdyby Niemcy mieli takiego męża stanu jak Józef Piłsudski?), jak i ze względu na perspektywę wprowadzenia procedur demokratycznych w społeczeństwach zdominowanych przez fundamentalistów islamskich (czy w takich krajach zwyciężyliby ludzie szanujący prawa człowieka?).

Wyżej postawiliśmy tezę, że po 1989 r. w Polsce zwyciężyła nowoczesność (mniej ludzie a bardziej ich idee – wolnomyśliciele lat 80. na ogół nie dochodzili do władzy, natomiast rządzący przejmowali ich idee). Stwierdzenie, że zwyciężyła nowoczesność, burzy pewien stereotyp mówiący, że w czasach PRL były tylko dwie liczące się siły: Partia i Kościół. Zwycięstwo nowoczesności po 1989 r. nakazuje nam postawić pytanie, czy aby na pewno nie było jeszcze innej znaczącej siły, małej być może pod względem zwolenników, ale potężnej pod względem argumentów jakimi się posługiwała? Stawiam tezę, że była trzecia znacząca siła – byli to wolnomyśliciele, którzy wpływali na zmianę myślenia ludzi nie tylko należących do Partii, ale też i do Kościoła. Grupa osób, stanowiąca trzecią siłę, nie posiadała silnych instytucji; jeśli tworzyła jakieś formalne organizacje to na ogół nie liczyły one zbyt wielu członków. Do takich organizacji należy bez wątpienia zaliczyć KOR. Czy były jeszcze inne organizacje, w których dominującym nurtem było wolnomyślicielstwo i nowoczesność?

W poniższej książce nie badamy pod tym kątem wszystkich organizacji, przyglądamy się dokładnie tylko jednej, ale za to ściśle związanej z polską nauką. W poniższym opracowaniu staramy się także dokonać pewnego rodzaju rozliczenia historycznego. Dzisiejsze władze ZNP przedstawiają przywódców ZNP-Nauka jako ludzi, z którymi nie warto się utożsamiać. Wydawane pod ich patronatem książki przedstawiają działalność ZNP-Nauka jako szkodliwą dla Związku.

W książce staramy się znaleźć odpowiedź na pytania: czy działacze ZNP-Nauka byli agresywnymi demagogami – jak to przedstawiają aktualne publikacje ZNP – jaki był ich stosunek do „Solidarności”, i czy było w nim coś szkodliwego dla Związku, Polski i nauki?

Wielu współczesnym ludziom ZNP kojarzy się z proPRL-owskim związkiem zawodowym. Nie ma się co temu dziwić, skoro przywódcy ZNP w 1989 r. zasiedli do Okrągłego Stołu po stronie rządowej. Z krótkiego wstępu wiemy już, iż tenże ZNP negatywnie ocenia działalność ZNP-Nauka. W tym kontekście całkiem ciekawym wydaje się pytanie: czym była ZNP-Nauka – bratnim Związkiem PZPR utrwalającym władzę ludową, czy solidarnym Ruchem walczącym o wolność myślenia? (Lata 1980-89).

Czytelnikom niniejszej książki może pojawić się w trakcie lektury pytanie, po co autor miesza historię z filozofią i historią idei? Odpowiedź jest następująca: bez przynajmniej pobieżnego zapoznania się z filozofią i historią idei po pierwsze nie można ocenić właściwie znaczenia takich małych organizacji jak KOR i ZNP-Nauka, po drugie trudno zrozumieć złożoność ówczesnych dylematów.

Środowisko zwolenników nowoczesnej wizji państwa, w tym KOR i ZNP-Nauka odfałszowywało historię, walczyło o procedury chroniące swobodę wymiany myśli, starało się, by argumenty dawno już krążące w Świecie Zachodnim, przedostawały się przez żelazną kurtynę, dbało, by stworzyć społeczeństwu polskiemu takie warunki, by można było w atmosferze wolności oceniać, kto ma rację, a kto nie. To w tym środowisku, a nie w kościelnym, ani tym bardziej partyjnym, pielęgnowano ideę liberalnej koncepcji praw człowieka, nowoczesnego państwa oddzielonego od Kościoła, autonomicznej nauki odpornej na zakusy wszelkich zinstytucjonalizowanych ideologii. Mówiąc prościej – to nie było tak, że wolnomyśliciele (specjalnie używam tego sformułowania wiedząc, że środowiska katolickie starały się nadać temu określeniu charakter pejoratywny) byli przekonywani przez ludzi Kościoła i Partii do idei wolności myślenia – było zupełnie odwrotnie. Sukces wolnomyślicieli, jego wielkość i znaczenie, widoczne jest tylko przy użyciu metod badania historii idei. Metoda ta polega np. na tym, że zadajemy sobie pytanie, kto najwcześniej zaczął głosić idee, które zwyciężyły po roku 1989, kto popierał je u zarania, a kto zwalczał i ostatecznie, kto i kiedy zmienił swoje myślenie, jeśli dzisiaj prawie wszyscy te idee popieramy. Polska po II wojnie światowej była izolowana od świata. Zmiany dokonywane na Zachodzie, także w Kościele katolickim docierały do naszego kraju z dużym opóźnieniem i wybiórczo. Kościół na Soborze Watykańskim II, pod wpływem osiągnięć demokracji liberalnej i moralnej klęski jej przeciwników, pogodził się z nowoczesnością. Nie znaczy to jeszcze, że w tym momencie Kościół polski stał się głównym propagatorem walki o wolność myślenia. Można zaryzykować, że tak jak Kościół powszechny nie zmieniłby się bez pomocy świata, tak Kościół polski tkwiłby długo w swym zamknięciu, gdyby nie polscy wolnomyśliciele. To oni głównie zmieniali mentalność zarówno ludzi Kościoła, jak i Partii. Jeśli w naszym podejściu do przeszłości zwycięży historia wydarzeń, a nie idei, to wówczas w pamięci narodowej pozostanie niewiele miejsca dla tych, którzy duchem swych idei zmieniali oblicze polskiej ziemi.

Pod wpływem lektury, ktoś – nie wykluczone – zaniepokoi się i pomyśli, iż być może autor chce postawić na tym samym poziomie ZNP-Naukę i KOR. Gdybyśmy patrzyli tylko na liczby, wyżej musielibyśmy postawić ZNP-Naukę, niemniej autor niniejszej pozycji nie kwestionuje faktu, że o wiele większe znaczenie dla losów kraju miał KOR, a przede wszystkim należący do niego Leszek Kołakowski. O wadze, jaką przypisuje się tutaj Leszkowi Kołakowskiemu i KORowi niech świadczy ilość miejsca poświęconego informacjom o ich działalności opozycyjnej i intelektualnej. Niniejsza książka mocno podkreśla znaczenie dorobku naukowego Leszka Kołakowskiego, jego wpływu na przeobrażenia światopoglądowe zarówno katolików jak i komunistów. Autor zdaje sobie sprawę, że prezentowane tu tezy są kontrowersyjne. Pewnym niebezpieczeństwem we właściwym zrozumieniu książki może być brak uświadomienia sobie faktu, że myśl żyje własnym życiem, raz wypowiedziana wędruje i przemienia świat. Przemienieni najczęściej jednak nawet nie zdają sobie sprawę, kto pierwszy tę myśl odkrył i wypowiedział. Kołakowski owszem nie był prekursorem nowoczesności, ruch ten rozpoczął się dużo wcześniej – Kołakowski niemniej był jednym z najwybitniejszych w świecie, a w Polsce najwybitniejszym filozofem, którego myśl rozbijała zinstytucjonalizowane ideologie i rozszerzała autonomię nauki.

Zdaję sobie sprawę, że przedstawione w książce wnioski mogą budzić sprzeciw wielu. W celu uniknięcia zarzutu, że nie mają one oparcia w historii, pozwalam aż do przesady by zamiast mnie mówiły świadectwa i przemyślenia ludzi, którzy byli głównymi bohaterami polskiego przebudzenia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Biorąc też pod uwagę, że moje nazwisko jest nieznane, książkę obok swych śmiałych tez naszpikowałem cytatami z dzieł uznanych myślicieli, jak choćby Leszek Kołakowski, Karl R. Popper, ks. Józef Tischner.

Strzegąc się natomiast przed zarzutami ze strony kościelnej, że ujawniam nieprawdziwe fakty z jego dziejów, postanowiłem opisywać historię stosunku Kościoła do nowoczesności przytaczając liczne cytaty dokumentów papieskich. Historię Kościoła starałem się opisywać jak najmniej własnymi słowami. Przytaczam liczne cytaty historyków uznanych przez Kościół – są to prawie sami księża.

W roku 1989 zwyciężyła nowoczesność. Nie oznaczało to jednak końca propagandy. Prawda i sprawiedliwość zwycięża, ale jej zwycięstwo nie jest aż tak radykalne i natychmiastowe, jakby się mogło wydawać co poniektórym. W dużej części znika propaganda ideowa, ale niestety pozostaje propaganda personalna. Propaganda personalna (którą można określać także jako propagandę wydarzeń, albo propagandę elit) potrafiła z retorów przekonywujących do rzeczy słusznych czynić ludzi niezrównoważonych a nawet aferzystów, a z retorów przekonywujących do rzeczy zleconych i opłaconych, autorytety intelektualne i moralne. „Polska Kuronia i Michnika”, a zwłaszcza „Michnika” popełniła wiele grzechów przeciw uczciwości intelektualnej. To przecież „Gazeta Wyborcza” w dużej części uwiarygodniła całe struktury PRL-owskiej machiny. Milicjanci w całej grupie ludzi mających zbliżone biografie i wzajemnie się wspierających, stawali się policjantami. PRL-owscy prokuratorzy, sędziowie, dziennikarze stawali się strażnikami demokratycznego państwa. Okrągły Stół, poza niepodważalnymi zasługami, wyrządził jedną poważną szkodę – uwiarygodnił ludzi tworzących propagandę PRL. Przed rokiem 1989 tworzona przez nich propaganda nie była wiarygodna, teraz się uwiarygodniała. Zmieniono argumentację ideową, ale propaganda personalna pozostawała w dużym stopniu nie zmieniona. W PRL ludzi niewygodnych dla władzy skazywano nie tyle na śmierć fizyczną, takie wyroki wydawano stosunkowo rzadko, co cywilną. Liczyły się w tym procederze wszystkie służby zbierające i archiwizujące informacje. Dotyczyło to zwłaszcza materiałów kompromitujących lub obciążających. Media były bezpośrednim wykonawcą różnego rodzaju wyroków, począwszy od drobnego postraszenia, aż po śmierć cywilną. Wiele metod działania PRL nadal znajdowało kontynuację po roku 1989. Nie trzeba dodawać, że przy propagandzie personalnej były zaburzone proporcje, jednych kompromitowano przez nagłaśnianie drobnych uchybień prawnych, czy etycznych, wobec innych zaś stosowano metodę bagatelizowania i relatywizowania zarzutów. Bystrzy obserwatorzy mogą mieć wrażenie, że propaganda personalna III RP opiera się głównie na dwóch zasadach: „im większa kradzież, tym mniejsza szkodliwość społeczna”, oraz „cedzicie komara a połykacie wielbłąda”.

Opis mechanizmów propagandy III RP na konkretnych przykładach korupcyjnych stanowi odrębny rozdział niniejszej książki. Nie są to największe afery, ani tym bardziej nie są to wszystkie afery III RP. Dają one jednak pewien obraz. Pytanie, czy na ich podstawie można dokonywać większych uogólnień – pozostawiamy otwarte. W każdym razie nie zakładam, że mam wyjątkowe szczęście, a raczej wyjątkowego pecha, że akurat tylko tam gdzie ja działam jest aż taka korupcja. Konkretne przykłady korupcji i propagandy, jakie opisuję, mają miejsce w dzisiejszych czasach. Pociąga to za sobą swoje plusy, jak i minusy. Wykonywanie badań na żywym organizmie ma tę przewagę, że jest dokładniejsze, ale ma też wadę, obserwator staje się uczestnikiem wydarzeń. W przypadku badań historycznych stawia to pod znakiem zapytania bezstronność obserwatora. Gwarancje rzetelności badawczej są konieczne, aczkolwiek niewystarczające. Oświadczam zatem, że afery jakie są opisane w niniejszej książce mają potwierdzenie w dokumentach i materiałach powszechnie dostępnych, to znaczy nie korzystam z wiedzy jakiej nabyłem w zakulisowych rozmowach. Informacje zdobyte w sposób zakulisowy mogły mnie co najwyżej inspirować, natomiast nie stanowią materiału źródłowego.

We wstępie należy też zaznaczyć, że jestem w relacjach rodzinnych z Antonim Łopatą, szefem ZNP-Nauka w latach 1980-81, jak i z Katarzyną Migacz, radną Miasta Krakowa, kierującą Komisją Rewizyjną RMK w latach 2006-2007. Antoni Łopata jest moim teściem, natomiast Katarzyna Migacz jest moją żoną.