PROPAGANDA

I JEJ WROGOWIE

 

www.rzeczprawa.eco.pl

strona główna

 

 

Poniższa MOWA OBRONNA  została złożona do skrzynek radnych PO 21.11.2008r., a następnie wygłoszona na posiedzeniu Klubu 24.11.2004r.

 

*   *  *

 

 

Kraków 2008-11-21

Katarzyna Migacz

Radna Miasta Krakowa

 

 

 

 

 

Szanowni Państwo

Radni Miasta Krakowa:

Tomasz Bobrowski, Paweł Bystrowski, Janusz Chwajoł,

Jerzy M. Fedorowicz, Grażyna Fijałkowska, Bartłomiej Garda,

Władysław Harasimowicz, Małgorzata Jantos, Bartłomiej Kocurek,

Bogusław Kośmider, Kajetan d'Obyrn, Łukasz Osmenda, Marta Patena,

Jerzy Połomski, Małgorzata Radwan-Ballada, Elżbieta Sieja,

Grzegorz Stawowy, Paweł Sularz, Jerzy Woźniakiewicz,

Stanisław Zięba, Paweł Zorski

 

 

MOWA OBRONNA

W SPRAWIE WNIOSKU PREZYDIUM KLUBU PO RP Z DNIA 17.11.2008R.

O WYKLUCZENIE Z KLUBU

 

 

 

17 listopada otrzymałam e-mail z poczty osmenda@wp.pl o następującej treści:

 

„W dniu 17 listopada Prezydium Klubu postanowiło

skierować pod obrady klubu radnych PO projekt uchwały następującej treści:

Projekt uchwały

Na podstawie §8 ust. 4 litera c postanawia się

wykluczyć kol. Katarzynę Migacz z Klubu PO Rady Miasta Krakowa.

 

Uzasadnienie

Przynależność radnego do Klubu PO Rady Miasta Krakowa jest dobrowolna.

Każdy członek Klubu PO jest zobowiązany reprezentować na zewnątrz Klubu

stanowisko przyjęte do realizacji.

W związku z niepodporządkowaniem się uchwale klubu z dnia 3 listopada

w sprawie dyscypliny klubowej w głosowaniu

za projektem uchwały Rady Miasta Krakowa z dnia 5 listopada 2008 r.

w sprawie kierunków działania Prezydenta Miasta Krakowa

w sprawie koncepcji działania Grupy kapitałowej krakowskich spółek komunalnych

i ewentualnego wprowadzenia akcji Krakowskiego Holdingu Komunalnego S.A.

do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie

oraz rażącej nielojalności wobec polityki Klubu PO Rady Miasta Krakowa

postanawia się jak wyżej.

Prezydium Klubu”

 

 

Mimo moich wielokrotnych próśb, nie otrzymałam powyższego zawiadomienia w formie pisemnej. Dlatego proszę wybaczyć Mi, że ustosunkowuję się do e-maila.

 

Po pierwsze chciałabym wyrazić zdziwienie, że w sprawie projektu uchwały kierunkowej według druku 824, Klub PO wprowadził dyscyplinę. Nie uczestniczyłam w posiedzeniu Klubu 3 listopada, gdyż w tym dniu dopiero wracałam z uroczystości Wszystkich Świętych. Przyznaję, że nie przewidziałam, że w tej sprawie ktokolwiek może zgłosić wniosek o wprowadzenie dyscypliny. Z debaty jaka odbyła się w czasie sesji RMK 8 października 2008 wynikało, że autorom projektu chodzi o otwarcie dyskusji, w której problem wprowadzenia akcji KHK S.A. na GPW jest czymś marginalnym.[1] W czasie wspomnianej debaty zabrałam głos, zwracając uwagę, że w liberalizmie nie chodzi tyle o prywatyzację, co o konkurencję i rynek wolny od monopoli.[2] Z przebiegu debaty odniosłam wrażenie, że niektórzy radni w tym pan radny B. Kośmider źle zrozumieli moje intencje. W związku z tym myśl zawartą w moich wystąpieniach w czasie sesji RMK starałam się rozwinąć w piśmie do Przewodniczącej RMK i w artykule „Prywatne monopole i ‘niewidzialna ręka rynku’”[3]. Pismo jak i artykuł zostały złożone 14 października z dopiskiem „DW: Radni Miasta Krakowa”.

Mój zasadniczy błąd polegał na tym, iż zapewnienia radnego B. Kośmidera, że chodzi mu głównie o otwarcie merytorycznej dyskusji, potraktowałam zbyt poważnie. Gdybym podeszła do tych zapewnień ostrożniej, pewnie wzięłabym pod uwagę ewentualność, że odpowiedzią na mój artykuł będzie próba wprowadzenia dyscypliny klubowej. Nie sądziłam, że dyskusja ma być, owszem, otwarta, ale tylko dla jednej jedynie słusznej „ewentualności”.

Dyscyplina klubowa została wprowadzona 3 listopada. Dzień później złożyłam poprawkę, która wykreślała słowa mówiące o wprowadzeniu akcji KHK na GPW, a w ich miejsce wstawiała sformułowanie postulujące zbadanie możliwości wyodrębnienia z działalności Krakowskiego Holdingu Komunalnego S.A. tych dziedzin działalności gospodarczej, w których możliwe jest wprowadzenie konkurencji”.

Pytanie zasadnicze brzmi, czy moja poprawka domagająca się liberalizacji rynku jest zgodna z linią PO, czy też nie. Ja uważam, że obowiązkiem każdego działacza związanego z PO, jest zbadanie, przed podjęciem decyzji o prywatyzacji firmy mającej pozycję monopolistyczną, czy istnieje realna możliwość wprowadzenia konkurencji w tych dziedzinach w których działa konkretny monopolista. Ja nie pokładam tak dużej wiary w regulacje rządowe czy też samorządowe, jak to czyni radny B. Kośmider[4]. Uważam, że o wiele lepszym rozwiązaniem od regulowania cen przez radnych miasta, jest wprowadzenie realnej konkurencji. Jako radna nie chcę uczestniczyć w żenujących dyskusjach - poprzeć podwyżkę cen biletów czy też ją odrzucić i tym samym opowiedzieć się rzekomo za gorszą jakością usług. Takie rzeczy niech reguluje rynek.

W celu zobrazowania jak różny jest styl argumentacji gdy występuje jakiś przynajmniej drobny element konkurencji, warto zestawić ze sobą fragmenty dwóch artykułów prasowych dotyczących tej samej sprawy:

 

- Gazeta Wyborcza 17.11.2008r., „Dobra komunikacja = droższy bilet”:

„- Jesteśmy w niedobrej sytuacji. Z jednej strony powinniśmy utrzymać obecne ceny biletów miejskich, bo to oczywiste, że mieszkańcy chcieliby podróżować jak najtaniej. Z drugiej oznacza to, że zgodzimy się na zaprzepaszczenie systematycznej poprawy jakości naszej komunikacji miejskiej - przyznaje Bogusław Kośmider, radny Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem jeśli rada miasta nie zechce podnieść cen i zgodzi się na coraz większe dopłacanie do transportu miejskiego z budżetu miasta, to pośrednio doprowadzi do wstrzymania inwestycji w sprzęt MPK. - Nowy sprzęt jest tańszy w utrzymaniu, to oczywiste. To zaś da dobrą pozycję przedsiębiorstwu, gdy rynek przewozów zostanie kiedyś całkowicie uwolniony. Niestety smutna wiadomość jest taka, że podniesienie cen teraz gwarantuje tylko utrzymanie dotychczasowej liczby połączeń. Tymczasem wypadałoby uruchamiać coraz to nowe linie, bo miasto się przecież rozwija - komentuje Kośmider.

Całkowicie odmienne zdanie ma kolega partyjny Kośmidera, radny Łukasz Osmenda. - Niebezpieczeństwo wstrzymania inwestycji w nowe tramwaje i autobusy nie jest istotne. Wolę jeździć starszym sprzętem, ale żeby bilety były tańsze. (…) Dlatego będę przeciwny podwyżkom - tłumaczy swoje poglądy.” [5]

 

- Polska Gazeta krakowska 19.11.2008r., Tracimy pieniądze przez monopol MPK”:

„Gdyby trasy autobusowe pod Wawelem obsługiwały prywatne firmy, a nie MPK, zaoszczędzilibyśmy miliony złotych. Niestety, chociaż uchwała kierunkowa rady miasta z 2007 roku wyraźnie wskazuje, że "uruchomienie nowych linii komunikacji miejskiej powinno odbywać się na drodze przetargu", tak się nie dzieje.

W tym roku trzy nowe linie aglomeracyjne (243, 263, 267) poszły prosto w ręce Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. - Oddanie ich bez przetargu oznacza uszczuplenie kasy publicznej - nie ma wątpliwości Paweł Sularz, radny PO.

W marcu po raz pierwszy w Krakowie przetarg na obsługę trzech linii (304, 152 i 178) wygrał prywatny przewoźnik Mobilis. Za przejechany z pasażerami kilometr otrzymuje od gminy 5,3 zł. MPK dostaje o 50 gr więcej. Mobilis rocznie przejeżdża 2 mln tzw. "wozokilometrów".+- Wystarczy proste dodawanie, aby obliczyć, że gdyby te linie obsługiwało MPK, tracilibyśmy milion złotych rocznie - szacuje Sularz.

Korzystne są również analizy, o ile wzrosną ceny za przewóz w przyszłości. Mobilis w 2013 będzie pobierał nadal 5,3 zł za kilometr, stawka MPK wzrośnie do 5,9 zł.

Szef Mobilisa mimo pobierania niższej stawki za każdy przejechany kilometr, nie narzeka na zarobki.

- Przez cały czas unowocześniamy tabor- podkreśla Eugeniusz Szymonik. - Szykujemy się też do zainstalowania w autobusach specjalnego systemu głośnomówiącego, który ułatwi podróżowanie pasażerom niedowidzącym czy niewidomym - dodaje.

Dlaczego otwarcie nowych linii aglomeracyjnych przekazano lekką ręką MPK? Prezydent Jacek Majchrowski zasłania się umową podpisaną w 2006 roku pomiędzy gminą a MPK. Zgodnie z nią miejski przewoźnik ma realizować określoną liczbę przewozów.

Przejęcie dwóch linii obsługiwanych przez MPK zmiejszyło pracę przewozową, dlatego zgodnie z podpisaną wcześniej umową została ona uzupełniona przez uruchomienie linii aglomeracyjnych - odpowiada radnemu prezydent Jacek Majchrowski.

Zdaniem Sularza to zwykła ekwilibrystyka urzędnicza. - Już raport Najwyższej Izby Kontroli z 2007 roku wytknął gminom, że bardzo niechętnie organizują przetargi. Po prostu blokują dostęp do rynku prywatnym przewoźnikom - kwituje.

W Elblągu, gdzie pasażerów wożą trzej prywatni przewoźnicy stawki za bilety są niższe niż u nas. Bilet normalny kosztuje 2 zł, a nocny 3 zł. - No i prywatne firmy muszą same zakupić autobusy i je utrzymywać, a to dodatkowe oszczędności - przypomina Pawel Sularz.

MPK zyskało również bez przetargu obsługę linii nocnych (613, 618). Prezydent wyjaśniał, że przetarg nie został rozpisany, bo chodziło jedynie o "wzmocnienie oferty przewozowej".”[6]

 

Pomiędzy treścią tych dwóch artykułów pochodzących z tego samego okresu i dotyczących tej samej sprawy występuje ewidentna różnica. Nad artykułem Bartosza Piłata z Gazety Wyborczej unosi się duch mentalności regulacyjnej, nie biorący pod uwagę argumentów mentalności pro-konkurencyjnej. Ta ostatnia argumentacja pojawia się w artykule Krzysztofa Sakowskiego.

Uważam, że Klub PO powinien wspierać rozwój konkurencji po to by przewoźnika, który stawia radnych miasta przed dylematem typu „Dobra komunikacja = droższy bilet” eliminować zastępując tymi firmami, które zagwarantują, że będzie dobra komunikacja bez droższego biletu. Przy okazji należy uważać by rynek komunikacji nie został zdominowany tylko przez jednego przewoźnika.

 

Szanowni Państwo,

O wniosku prezydium zostałam poinformowana telefonicznie przez Pawła Sularza 17.11.2008r. Tym samym można uznać, że spełniono wymóg regulaminu, zgodnie z którym o takim wniosku powinnam zostać powiadomiona 7 dni przed posiedzeniem Klubu PO, na którym powyższa sprawa będzie rozpatrywana.[7]

Wspominam o tym nie po to, by wskazywać na nieodpowiednią formę powiadomienia, ale na jego datę. Prezydium podjęło decyzję po złożeniu przeze mnie kolejnego pisma do Przewodniczącej RMK, Pani Małgorzaty Radwan-Ballady. Wspomniane pismo, złożone przeze mnie 12 listopada 2008r., z dopiskiem DW: Radni Miasta Krakowa, zostało przekazane Radnym do ich skrzynek. Nie wiem, czy Państwo zdążyliście się zapoznać z jego treścią, dlatego też proszę, by Szanowni Państwo, Radne i Radni PO, przed podjęciem decyzji o wykluczeniu mnie z klubu, zapoznali się z tekstem: „Czy możemy zliberalizować rynki na których działa KHK? YES, WE CAN”

 

W uzasadnieniu wniosku o wykluczenie mnie z Klubu obok sprawy KHK podany jest jeszcze inny powód wykluczenia mnie z Klubu:

„oraz rażącej nielojalności wobec polityki Klubu PO Rady Miasta Krakowa”.

 

Pod tak ogólne sformułowanie można podłożyć wszystko. Nie wiem jak mogę do tego zarzutu się ustosunkować. Proszę mi zatem wybaczyć, że ustosunkowując się do tak sformułowanego zarzutu opieram się na domysłach i na kuluarowych plotkach.

 

To nieprawda, że jestem pierwszym powodem rozluźnienia dyscypliny partyjnej.

Kłopoty z dyscypliną powstały wskutek akceptacji zachowania pełnomocnika Janusza Sepioła. Jako negocjator ze strony PO w trakcie negocjacji z prezydentem J. Majchrowskim, zgodził się objąć stanowisko pełnomocnika prezydenta Miasta Krakowa. Nie wykluczam, że to ja jako pierwsza złamałam dyscyplinę jako radna klubu PO. Uczyniłam to jednak w sprawie, w której pełnomocnik J. Sepioł jeszcze jako marszałek województwa opowiadał się przeciw prezydentowi Jackowi Machowskiemu[8]. Zagłosowałam przeciw lokalizacji muzeum sztuki współczesnej w fabryce Schindlera, a moje stanowisko poprzedziły konsultacje z przewodniczącym P. Sularzem, który pomógł mi w konstruowaniu poprawki i który przekonywał mnie do podjęcia rozmów z radnymi PiS. Kto tu się zachował nielojalnie pozostawiam Państwu do oceny.

Moim zdaniem za rozluźnienie dyscypliny, w większym stopniu niż ja, odpowiada także rzecznik dyscypliny klubowej. Nie chodzi tu o to, że był zbyt tolerancyjny, ale o to, że sam dawał zły przykład. W głosowaniu nad poprawką do druku nr 355 nie tylko sam złamał dyscyplinę, ale przekonywał mnie do jej złamania, a następnie czynił mi wyrzuty, że zagłosowałam zgodnie z dyscypliną. Fakt faktem, wahałam się i prawdopodobnie gdyby nie dyscyplina, zagłosowałabym razem z radnym Ł. Osmendą.

Postawy wspomnianych osób, w tym i moja, zapewne przyczyniły się do rozluźnienia dyscypliny, ale nie są to najważniejsze przyczyny. Głównym powodem rozluźnienia dyscypliny klubowej jest nadużywanie tego instrumentu. Osoby które zgłaszały takie wnioski powinny ponosić szczególną odpowiedzialność. Niestety poziom procedowania w klubie jest taki, że trudno dziś jednoznacznie wskazać wszystkich radnych którzy w tej kadencji wnioskowali o wprowadzenie dyscypliny. W ten sposób rozmywa się odpowiedzialność. De facto grupa 12 radnych może rządzić całą Radą Miasta. Co więcej, podejmując kontrowersyjne decyzje, radni mogą wyjaśniać opinii publicznej, że głosowali tak, bo taka była dyscyplina. Sprawą niejawną pozostaje, który z radnych głosował za dyscypliną[9]. Szkoda, że władze klubu do tej pory nie poddały pod dyskusje propozycji zmian dotyczących dyscypliny, jakie przygotowałam wspólnie z panią radną Małgorzatą Jantos.

 

To nieprawda, że nie dotrzymuję dżentelmeńskich umów

Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wycofała się z obietnic jakie złożyłam władzom Klubu. Natomiast przypominam sobie, że to Władze Klubu, a konkretnie przewodniczący Paweł Sularz, zmieniał dżentelmeńskie ustalenia zawarte pomiędzy nim a mną.  Tak było w przypadku decyzji dotyczącej przeznaczenia Fabryki Schindlera nie tylko wiosną 2007 roku, ale także w grudniu tego samego roku. Najpierw zadeklarował poparcie mojej poprawki, a następnie, nie dość, że jej nie poparł, to jeszcze głosował za wprowadzeniem dyscypliny klubowej zobowiązującej mnie do wycofania poprawki. Inną „dżentelmeńską” sprawą był mój udział w zespole kontrolnym do sprawy Motelu Krak. Mimo, że wielokrotnie prosiłam by w tym zespole reprezentował PO ktoś inny niż ja[10], gdyż moja obecność może zostać wykorzystana do dyskredytacji zespołu i Komisji Rewizyjnej i mimo, że odpowiedzią na moje prośby, było rekomendowanie mojej osoby do tego zespołu (czyli to, o co nie prosiłam), w momencie próby dyskredytacji przewodniczący P. Sularz określił moją postawę jako dwuznaczną[11]. Czasami odnoszę paradoksalne wrażenie, że jeśli w Klubie PO są dżentelmeni, to są oni przeważnie kobietami.

 

To nieprawda, że działam w porozumieniu z PiS po to by rozbić klub PO

Swoich poglądów jako kandydatka na radną a następnie jako radna PO nie zmieniałam. Konsekwentnie opowiadałam się za wolnym rynkiem i za liberalizmem szanującym pluralizm, za polityką historyczną która upamiętni Kraków jako stolicę Rzeczypospolitej Wielu Narodów. Zawsze byłam za ujawnianiem, a przeciw cenzurze. Wiem, że tym sposobem naraziłam się wielu osobom. W ujawnianiu różnych nadużyć starałam się nie uwzględniać ani kolorów partyjnych ani podziałów wewnątrzpartyjnych. Jako radna i członkini Klubu PO byłam i pozostaję do dzisiaj bezpartyjna. Ujawniając szereg rzeczy naraziłam się nie tylko politykom PO  (np. radnym B. Kośmiderowi i P. Sularzowi), ale także prominentnym działaczom PiS.

To ja jako radna domagałam się wyjaśnienia sprawy korzystania w trakcie kampanii parlamentarnej przez radnego S. Rachwała (wiceprzewodniczący RMK z ramienia PiS) w sposób bezumowny ze słupów znajdujących się w pasie drogowym[12]. Wskazywałam, że takie działanie nie tyle naraziło Miasto na straty, ale zakłóciło wolną konkurencję między kandydatami.

To ja jako radna wskazywałam że dziennikarze kojarzeni z PiS manipulują „krakowskimi taśmami prawdy” dokonując ich błędnej interpretacji. Nie wykluczam, że to właśnie moje działanie spowodowało, że PiS nie wykorzystał tych taśm w trakcie trwania II tury wyborów. W świetle faktów, a nie plotek opowiadanych w kuluarach, trudno uznać, że działam na rzecz PiS, a zwłaszcza tych polityków, którzy są blisko związani z takimi mediami jak „Gazeta Polska”, czy też „Misja specjalna”.

Przyznaję, że w niektórych sprawach głosowałam z PiSem - nie były to jednak sprawy znaczące i sprzeczne z główną linią PO. Byłam i jestem w opozycji do prezydenta J. Majchrowskiego. Z faktu, że nie popieram tak gorliwie jakby to niektórzy chcieli wszystkich pomysłów administracji lewicowego prezydenta J. Majchrowskiego, nie można wyciągać w sposób jednoznaczny wniosku, że popieram PiS.

W imię zachowania dyscypliny klubowej zagłosowałam w wielu sprawach do których merytorycznie nie byłam przekonana (nie użalam się, taka jest polityka, trzeba zawierać kompromisy). W sprawie budżetu kierując się tylko zasadami liberalizmu, powinnam głosować przeciw budżetowi, który w czasach bardzo korzystnej koniunktury gospodarczej balansował na granicy dopuszczalnego zadłużenia. Dziś stoimy przed poważnym problemem: z czego będziemy finansować inwestycje na Euro 2012? Powstaje pytanie czy popieranie takich budżetów było zgodne z duchem liberalizmu, czy też nie? W odpowiedzi na to pytanie, postawa PiS-u nie ma nic do rzeczy. Gdybym głosowała przeciw budżetowi, to nie dlatego, że PiS tak głosuje, ale dlatego iż byłam przekonana, że są to złe budżety.

Głosowania moje w sprawach budżetu pokazują, że jeśli kieruję się lojalnością partyjną (przeważnie się nią kieruję i nie uważam to za wyraz konformizmu, ale odpowiedzialności i realizmu), to kieruję się lojalnością li tylko względem PO. W imię lojalności względem PO nieraz poparłam projekty, do których nie byłam przekonana – nie uczyniłam tego jednak nigdy dla PiS-u.

 

To nieprawda, że aż sześć razy złamałam dyscyplinę klubową

Dyscyplinę klubową złamałam jedynie w dwóch sprawach: (1) fabryki Schindlera i (2) KHK S.A. Przyznaje, że w każdej z tych spraw złamałam dwa razy dyscyplinę (przy założeniu, że dyscyplina z 3 listopada 2008r. obejmowała również moją poprawkę z 4 listopada 2008r.). W każdym razie jakby nie liczyć, dyscyplinę złamałam nie więcej niż 4 razy i w  nie więcej niż w dwóch sprawach.

 

Szanowni Panie i Panowie Radni

Na stronie internetowej www.rzeczprawa.eco.pl obok mojego nazwiska widnieje cytat zaczerpnięty ze „Społeczeństwa otwartego…” K. R. Poppera:

>Kant powiedział kiedyś, (...), że zdanie „prawdomówność jest najlepszą polityką” może być kwestionowane, podczas gdy zdanie „prawdomówność jest lepsza niż polityka” nie podlega dyskusji.<

Zdaję sobie sprawę, że na komfort prawdomówności w polityce mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Ci, co wybierają prawdomówność, wybierają de facto pozycję „politycznego outsidera”. Nie mam pretensji, że władze Klubu nie eksponują mojej osoby. Przykro mi jednak, że nie widzą dla mnie miejsca w Klubie PO.

Zdaję sobie sprawę, że moja obrona nie zawiera tonu skruchy. Jestem dumna z tego co zrobiłam. Ja swój egzamin zdałam. Byłam wierna zasadom. Nie zmieniałam swoich poglądów tylko dlatego, że władze partii zmieniły zdanie w danej sprawie, albo zmieniły interpretację głównych swoich haseł. Być może dziś przyszedł czas by w krakowskiej PO promować ludzi, którzy w imię liberalizmu:

- oddają cenne tereny miejskie pod usługi komercyjne bez przetargu, na dodatek zapewniając o istnieniu źródeł finansowania[13], których nigdy nie było,

- z jednej strony dążą do komunalizacji banku[14] (poprzez wykup akcji przez Miasto) w którym sami pracowali, a z drugiej chcą sprzedawać akcje firm miejskich wraz z całymi gałęziami rynku,

- nie chcą sprawdzać, czy istnieje możliwość wprowadzenia konkurencji, tam, gdzie jej dziś jeszcze nie ma.

Jeśli liberalizm zdefiniujemy jako tworzenie korzystnego klimatu dla właścicieli prywatnych firm, to na tej zasadzie możemy się domagać wprowadzania nawet ceł zaporowych i protekcjonizmu. Ja taką interpretację odrzucam i swego stanowiska nie zmienię, choćby ją najwyższe władze PO zaakceptowały. Liberalizm, to coś znacznie więcej, a w zasadzie zupełnie coś innego. Liberalizm to wprowadzanie pluralizmu w miejsce uniformizmu, konkurencji w miejsce monopolu, równowagi władz w miejsce dominacji, jawności w miejsce cenzury, przejrzystości w miejsce manipulacji i propagandy.

Mam nadzieję, że nie jest to moje pożegnalne wystąpienie w Klubie PO. W razie jednak, gdybyście Państwo podjęli decyzję o wykluczeniu mnie z Klubu, proszę – w imię wysokich standardów społeczeństwa obywatelskiego - o pisemne wskazanie instancji, do której mogę się odwołać od Państwa decyzji. Proszę też Pana Przewodniczącego o pisemne potwierdzenie odbioru niniejszego oświadczenia stanowiącego moją mowę obronną.

W głosowaniu dotyczącym wniosku wezmę udział dlatego, że uważam, iż jest to głosowanie odnośnie nie tyle mojej osoby, co wyboru interpretacji hasła „liberalizm”.

 

Z poważaniem

 

Katarzyna Migacz

Radna Miasta Krakowa



[1] Por. wystąpienia radnych jakie miały miejsce w czasie LIII ZWYCZAJNEJ SESJI RADY MIASTA KRAKOWA 8 października 2008 r.:

Radny – p. B. Kośmider: Proszę Państwa wzięło udział w dyskusji 21 osób, znaczy inaczej 21 głosów było mam wrażenie, że dyskusja pokazała jak ważne jest żeby w tej sprawie dyskutować. Zauważcie Państwo dyskutowaliśmy na temat uchwały kierunkowej czyli takiej, która tak naprawdę przez Prezydenta w ogóle realizowana być nie musi. Czy Państwo nie chcecie dyskutować merytorycznie nad tymi sprawami, przecież tak naprawdę my dyskutowaliśmy o czymś co Pan Prezydent powie, a mnie to nie interesuje co robi z dużą ilością uchwał kierunkowych. Ta dyskusja pokazuje, że tak naprawdę merytoryczna dyskusja jest bardzo potrzebna proszę Państwa i to nie dyskusja bo nam się tak wydaje tylko dyskusja oparta o faktach, o dokumentach i to była główna intencja tej uchwały. Jeszcze raz chciałem powiedzieć giełda, ewentualne wejścia na giełdzie to ma być finał, ewentualny finał jeżeli tak to wyniknie z analiz. Natomiast my jesteśmy na początku i my mamy zdecydować albo raczej nie chcemy tego zrobić czy holding ma być rozwiązany, czy holding ma być spalarnią, a może holding ma być czymś o wiele więcej.” Wcześniej odnośnie terminu składania poprawek radny B. Kośmider, powiedział: „Proszę Państwa to tyle, bardzo proszę Panią Przewodniczącą, tam zresztą sugerowałem bardzo późny termin składania poprawek i autopoprawek tak aby Radni byli w stanie głębiej zastanowić się nad tą sprawą ponieważ bez tego trudno mówić o tym, że spełniamy swoje powinności. Dziękuję bardzo.”

„Radny – p. P. Zorski: Pani Przewodnicząca! Panowie Prezydenci! No jestem podpisany pod tym drukiem więc w jakiś sposób również za niego odpowiadam. Natomiast chciałem powiedzieć, że mnie jednak interesowała w tym druku ta pierwsza część dotycząca w przyszłości holdingu. Wydaje mi się, że jednak jest to nieszczęście w tym druku, polega na tym, że niejako zadecydowane jest w tym druku w jakim kierunku ma iść dyskusja na temat, czy rozważania na temat holdingu czy praktycznie rzecz biorąc nie jest powiedziane co będzie z tym holdingiem ale i tak go mamy wprowadzić na giełdę. W związku z tym ten element uważam, że jest błędny i uważam, że w związku z tym cała dyskusja skręciła bardzo głęboko w kwestie prywatyzacji, czy w kwestie wprowadzenia jej na giełdę, natomiast musimy najpierw rozważyć co z holdingiem i wydaje mi się, że powinien być opracowany i powinien zobowiązać Pana Prezydenta do tego, że przeprowadzono głęboką analizę w przyszłości holdingu…”

[2] Radna – p. K. Migacz: Pierwsza kwestia to jest wejście holdingu na giełdę, jest to jednak bardzo ważny element i bardzo ważny kierunek działania dla Pana Prezydenta ponieważ jest to projekt uchwały kierunkowy, jest to zapisane nawet w tytule projektu uchwały, jest to zapisane w paragrafie 1 i pozwolę sobie tutaj zacytować, że „koncepcja i plan działania Grupy kapitałowej krakowskich spółek komunalnych holdingu w związku z planowanym zakończeniem okresu funkcjonowania podatkowej Grupy kapitałowej, w tym w szczególności wprowadzenia akcji Krakowskiego Holdingu Komunalnego do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie”. Więc nie mówimy, że nie jest to kierunkiem działania dla Pana Prezydenta ponieważ jest to kierunkiem działania dla Pana Prezydenta zapisanym w tym projekcie uchwały. Druga sprawa, znaczy może to również taki zapis, taki kierunek wprowadzenia na giełdę Krakowskiego Holdingu Komunalnego może spowodować utratę kontroli miasta po prostu nad tym holdingiem. Drugą kwestią, którą chciałam poruszyć to jest kwestia taka, że projekt uchwały według druku 824 jest po prostu prywatyzowaniem monopolisty, jest to tak naprawdę de facto konkurowanie o rynek, a nie konkurowanie na rynku.

(…) nie ma to nic wspólnego z liberalizmem bardziej z gospodarką socjalistyczną, która tworzyła monopole zamiast wolnego rynku, więc nie mówmy tutaj o liberalizmie drodzy Państwo” (LIII ZWYCZAJNA SESJA RADY MIASTA KRAKOWA 8 października 2008 r.)

[3] K. Migacz, Pismo do Przewodniczącej RMK, 14.10.2008r.

[4] „Kośmider uważa, iż nie zagrożą nam podwyżki i samowola monopolisty. Ceny wody czy biletów MPK są regulowane przez samorząd.” [4] (Łukasz Grzymalski, Miasto na sprzedaż?, Echo miasta 17.11.2008r., http://echomiasta.pl/index.php?option=com_content&task=view&city=krakow&id=15276&Itemid=46 (17.11.2008r.)

[5] Bartosz Piłat, Dobra komunikacja = droższy bilet, Gazeta.pl 16.11.2008r.; http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,5954162,Dobra_komunikacja___drozszy_bilet.html (21.11.2008r.), por. B. Piłat, Komfort w MPK = droższy bilet, Gazeta Wyborcza 17.11.2008r.

[6] Krzysztof Sakowski, Tracimy pieniądze przez monopol MPK, polskatimes.pl 19.11.2008r., http://polskatimes.pl/gazetakrakowska/krakow/61186,tracimy-pieniadze-przez-monopol-mpk,id,t.html#material (19.11.2008r.)

[7] Na podstawie otrzymanego z sekretariatu Klubu sms-u: „24.1108 odbędzie się posiedzenie Klubu (…) Proponowany porządek obrad. Sprawy dyscyplinarne i Budżet MK 2009” domyślam się, że sprawy dyscyplinarne będą dotyczyły wniosku o wykluczenie mojej skromnej osoby.

[8] Marszałek J. Sepioł prawie przez pół poprzedniej kadencji toczył spór z prezydentem J. Majchrowski o lokalizacje muzeum sztuki współczesnej. Jeszcze zaledwie półtora miesiąca przed wyborami samorządowymi można było przeczytać w Gazecie Wyborczej: „Przepadła szansa na stworzenie muzeum sztuki współczesnej w dawnej fabryce Peterseima, przy ul. Żółkiewskiego. Jak się dowiedziała "Gazeta", nieruchomość właśnie kupił prywatny inwestor z myślą o adaptacji jej na mieszkania. (…) Janusz Sepioł, marszałek województwa: - Jestem rozczarowany. Kierownictwo zakładów Erdal pospieszyło się ze sprzedażą. Zarówno lokalizacja, jak i sama nieruchomość idealnie nadawały się na zaadaptowanie jej na muzeum sztuki współczesnej. W programie inwestycyjnym województwa małopolskiego na realizację takiego muzeum zarezerwowaliśmy 40 mln zł. W takiej sytuacji musimy wrócić do wcześniejszego pomysłu - zlokalizowania muzeum w budynku dworca PKP. Plac przed nim robi się ciekawym miejscem, aż się prosi, by znaleźć dla tego obiektu nową funkcję.” Katarzyna Bik, Adam Liss, Mieszkania zamiast muzeum w fabryce Peterseima, Gazeta.pl 20.09.2008r., http://dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73497,3632813.html (21.11.2008r.)

[9] Wyjątkiem tutaj są te sprawy, w których grupa członków klubu PO zaradza imiennego głosowania. (Tak uczyniłam w sprawie mojej poprawki budżetowej na rok 2008 dotyczącej Fabryki Schindlera. Przy okazji warto wspomnieć, że przewodniczący Paweł Sularz, który wcześniej zadeklarował poparcie mojej poprawki, nie dość, że jej nie poparł, to jeszcze głosował, za wprowadzeniem dyscypliny klubowej zobowiązującej mnie do wycofania poprawki.) Wgląd opinii publicznej w wyniki takiego głosowania jest jednak w dużym stopniu utrudniony.

[10] Por. Katarzyna Migacz, Oświadczenie wygłoszone na posiedzeniu klubu PO 26 lutego 2006.

[11] „- Jest w tym pewna niezręczność - przyznaje Paweł Sularz, przewodniczący klubu radnych Platformy. - Każdy polityk powinien unikać sytuacji dwuznacznych, a to jest sytuacja dwuznaczna, aczkolwiek wierzę w dobre intencje radnej.”  Sz. Jadczak, J. Sidorowicz, Dwuznaczna sytuacja radnej Migacz, Gazeta pl 3.04.2007r.;

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,4036807.html (21.11.2008r.),

por. http://www.rzeczprawa.eco.pl/walkazkorup/motelkrak/migajo.htm

[12] Por. K. Migacz, Pismo do Przewodniczącej RMK, w sprawie: wzmocnienia funkcji kontrolnych Rady Miasta, 10.12.2007r.; K. Migacz, Interpelacja w sprawie naruszenia art. 90. USTAWY  z dnia 12 kwietnia 2001r. ORDYNACJA WYBORCZA DO SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I DO SENATU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ, 19.12.2007r.; K. Migacz, Interpelacja w sprawie kampanii wyborczej 2007 z prośbą by Pan Prezydent skierował do polityków, których wizerunki widniały na plakatach rozwieszonych nielegalnie na latarniach, pytanie: czy plakaty te wisiały za ich wiedzą i zgodą, a jeśli tak, to w jakiej ilości?, 23.01.2008r.

[13] Por. K. Migacz, Interpelacja dotycząca podstaw unieważnienia umowy Miasta ze spółką FORTE, 28.03.2007r. szczególnie zał. 7. W odpowiedzi na zarzuty, że spółka Forte nie ma pieniędzy by zrealizować inwestycje za 10 mln USD (dlatego nie należy jej przyznawać w trybie bezprzetargowym, wbrew opinii Zarządu Miasta, prawie 7ha atrakcyjnego gruntu), radny B. Kośmider w czasie Sesji RMK 11 lipca 1996r. w imieniu Klubu „Twoje Miasto” stwierdził: „Klub  uznał,  że  będzie głosował za przyjęciem tej uchwały pod warunkiem, że zostaną przedstawione źródła finansowania tego przedsięwzięcia. Otrzymaliśmy kopie tego typu programu finansowania, czy też źródeł  finansowania  kopie  na  tyle jednoznaczne, że mówią, że spółka posiada źródła finansowania”, (LV Sesja RMK - 2 posiedzenie - 11 lipiec 1996 r.).

[14] Por. Bożena Kwiecień, Va bank II, biuletynSamorządny Kraków”, Nr 1 (127) 3 stycznia AD 2002 www. samorzadny.krakow.pl ISSN 1428-4987, w stopce przytaczanego numeru biuletynu SK znajduje się informacja „Biuletyn Stowarzyszenia Samorządny Kraków Redaguje zespół pod kierownictwem Barbary Bubuli”:

„Miasto objęło (…) 3,53% akcji w tworzonym BWR. Bank ten włączył się w kampanię wyborczą do samorządu w roku 1994 po stronie Unii Wolności, ukrytej wówczas pod szyldem Twoje Miasto. Jeden z dyrektorów tego banku, Bogusław Kośmider wystartował z list Twojego Miasta i został radnym.

23 listopada 1994 roku, wkrótce po wyborach, głosami Unii Wolności i SLD, Rada Miasta zadecydowała o zakupie dalszych 33 333 akcji BWR za kwotę 2 mld starych zł (200 tys. nowych). W lutym 1995 roku ta sama koalicja (UW-SLD) przegłosowała umieszczenie rachunku gminy w Banku Współpracy Regionalnej. Działo się to przy sprzeciwie radnych “Samorządnego Krakowa”, wskazujących na dziwny związek UW i SLD oraz na przewidywane straty finansowe, jakie poniesie miasto przez łączenie biznesu z polityką. Na tym bowiem nie kończyła się łaskawość miasta wobec BWR. Miasto wynajmowało po wyjątkowo korzystnych cenach całe dwie kamienice dla Banku: za 2,86 zł/ m2 przy ul. Sarego/Św. Gertrudy i 8,60 zł/m2 przy ul. Brackiej (kwoty te zostały ujawnione dopiero w listopadzie 1996 r. dzięki dociekliwości “Samorządnego Krakowa”).

W lipcu 1997 roku grupa radnych pod wodzą Barbary Bubuli przygotowała projekt uchwały nakazujący Zarządowi Miasta niezwłoczną sprzedaż akcji Banku. Okazało się bowiem, że miasto z każdym miesiącem traci coraz więcej z włożonych pieniędzy. Nominalnie zostało w akcjach ulokowane 1,2 mln nowych zł. Przy uwzględnieniu inflacji suma ta wynosiłaby dzisiaj ponad 5 mln zł. Wówczas, w 1997 roku radni oceniali, że miasto straciło na akcjach BWR kwotę 3 mln zł. Uchwała nigdy nie została przegłosowana. Wyśmiewano radną Bubulę, że nie zna się na giełdzie, że miasto robi doskonały interes trzymając akcje BWR, że właśnie pojawia się doskonały inwestor strategiczny i dzięki temu akcje zaczną zwyżkować... Wtedy akcje kupione po 6 zł kosztowały ponad 3 zł...

Inwestor pojawił się. Dwa lata temu BWR został przejęty przez Deutsche Bank i odtąd funkcjonuje jako Deutsche Bank 24.”

Okazało się, że radna Bubula miała rację. Akcje Banku spadły jeszcze bardziej. Dziś są warte 460 tys. zł. Miasto straciło na tym “złotym” nomenklaturowym interesie 4,5 mln zł publicznych pieniędzy. Akcje nabyte w 1994 roku po 6 zł dziś są warte 1,25 zł każda.”